5 kwietnia 2014

Rozdział XXXV: "I Think I Wanna Marry You"




- Pamiętasz nasze początki? - zapytałem przytulając się do Louisa.

- Pamiętam - uśmiechnął się głaszcząc mnie po ramieniu. - I cieszę się, że przeprowadziliśmy się do Warszawy z rodzicami. To była najlepsza decyzja jaką podjęliśmy w życiu... - przerwał mu dzwonek telefonu. Louis wyjął z kieszeni telefon, na wyświetlaczu był napis "Ciocia Londyn". - Przepraszam - powiedział wstając z łóżka - Tak ciociu? - odebrał telefon i wyszedł z domu.

- Louis? - zawołałem za nim wstając z kanapy. - Nigdy nie wychodziłeś jak ktoś do Ciebie dzwonił... - szepnąłem siadając na fotelu. Po kilku minutach czekania Lou pojawił się z powrotem w domu z wielkim uśmiechem na twarzy.

- Kocie - podszedł do mnie siadając na moich kolanach. - Mam dla Ciebie zajebistą wiadomość! - krzyknął trzęsąc się.

- Co? Masz ochotę? - zaśmiałem się patrząc na niego.

- Nie - zaśmiał się. - Słuchaj... Lecimy do Londynu! - krzyknął całując mnie delikatnie.

- Do Londynu? Po co? - zapytałem patrząc mu w oczy.

- Oświadczyłem Ci się - spojrzał mi w oczy. - Moja ciocia przyjaźni się z urzędnikiem i załatwiła nam... ślub! - przytulił mnie mocno. Przytuliłem go do siebie. Ślub? My?!

- Kiedy? - szepnąłem mocno go do siebie przytulając. - Będziemy małżeństwem? Louis, kocham Cię - bardzo mocno go do siebie przytuliłem.

- Za tydzień, w niedzielę o godzinie dwunastej - spojrzał mi w oczy. - Zgadzasz się?

- Tak! - krzyknąłem. - Cholera jak najbardziej! Zgadzam się! Jestem na tak! Tak! Tak! - uśmiechnąłem się namiętnie go całując. - Mój mąż... - szepnąłem mu w usta patrząc w jego oczy.

- No to teraz szybko rezerwować bilety dla Twojej mamy, naszych przyjaciół i lecimy do Londynu!! - uśmiechnął się. - Na ślub, ślub. Będziemy małżeństwem, będę miał męża, będzie nam cudownie - zaczął sobie śpiewać uśmiechając się.

- O tak skarbie, będziemy już na zawsze razem - objąłem go w pasie uśmiechając się. - Będę miał męża... - zacząłem sobie podśpiewywać patrząc mu w oczka.

- Ja będę miał cudownego męża - zaśmiał się namiętnie mnie całując, odwzajemniłem pocałunek uśmiechając się. - Kocham Cię Zayn, najmocniej na świecie - szepnął mi w usta uśmiechając się.

- Ja też kocham mojego męża - szepnąłem mocno się do niego przytulając. - Mój kochany, najukochańszy chłopak.

- Ej... w Polsce nie będzie ważne nasze małżeństwo - posmutniał patrząc mi w oczy.

- To zostańmy w Londynie, zamieszkajmy tam - uśmiechnąłem się.

- Tyle kasy wrzuciliśmy w ten dom i teraz go zostawimy? Myślisz, że rodzice znowu nam pomogą?

- No zrobią nam prezent ślubny - uśmiechnąłem się. - Jakiś miły domek w Londynie, nie musi być willa albo pałac - zaśmiałem się.

- Widzisz kochanie - uśmiechnął się. - Mądrze mówisz, bardzo mądrze. Musimy ich tutaj zwołać chyba, co ty na to?

- Widzisz kochanie - zaśmiałem się. - Mądrze mówisz, bardzo mądrze. I może by tak naszych przyjaciół?

- Widzisz kochanie - zaśmiał się. - Mądrze mówisz, bardzo mądrze.

- Dobra, koniec - walnąłem go w brzuch śmiejąc się. - Bierz telefon i dzwoń do swoich rodziców, ja zadzwonię do mamy i po Nikolę i chłopaków.

- Dobrze - usiadł na kanapie. - Jeszcze nie jesteśmy małżeństwem a już rządzi - zaśmiał się wyjmując telefon i zadzwonił do swoich rodziców. Ja zrobiłem to samo.

- Hej mamuś - przywitałem się.

- Hej, Zayn.

- Wpadniesz dzisiaj do nas? O Czternastej? Mam niespodziankę.

- Niespodziankę? W ciąży chyba nie jesteś? - zaśmiała się.

- Coś lepszego - zaśmiałem się.

- Coś lepszego?

- Tak. Przyjedziesz?

- W takim razie o czternastej będę.

- To do zobaczenia. - Rozłączyłem się szybko wybierając numer do Nikoli.

- Cześć Nikola, są jeszcze chłopaki?

- Cześć Zayn, są.

- Zatrzymaj ich! - krzyknąłem. - Przyjedzie dzisiaj do nas o czternastej?

- Oni mówią, że mają inne plany...

- To im powiedz, że to jest ważniejsze od ich planów i jak nie przyjdą to mogą się nie odzywać i ominie ich wielka impreza

- Zayn mówi, że ominie Was wielka impreza - przekazała chłopakom śmiejąc się. W słuchawce słyszałem jak krzyczeli, że jednak przyjdą. - Przyjdziemy - zaśmiała się.

- Okej, to do czternastej - rozłączyłem się patrząc na Louisa. - Przyjadą?

- Tak - uśmiechnął się patrząc na mnie. - I musimy zrobić jakiś obiad - posmutniał.

- Zamówimy z restauracji - zaśmiałem się. - Przełożymy na talerze i będzie, że sami zrobiliśmy.

- Zaskakujesz mnie mężu - zaśmiał się wybierając numer do restauracji. Zamówił osiem obiadów na godzinę czternastą. - Gotowe.

- I teraz mamy trochę czasu dla siebie - uśmiechnąłem się siadając mu na kolanach. Chłopak chwycił mnie za biodra dociskając je do swojego krocza. - Ale seks to dopiero po ślubie - zaśmiałem się całując go po szyi robiąc mu przy tym małe malinki.

- Jesteś tego pewny? - szepnął mi do ucha - sadyzm i masohizm? Chyba byś tego nie chciał - zaśmiał mi się do ucha przygryzając jego płatek.

- Nie bił byś mnie biczami chyba? - uśmiechnąłem się patrząc mu w oczy.

- No tego bym ci nie zrobił - uśmiechnął się głaszcząc mnie po policzku. 

- Kocham Cię, wiesz? - szepnąłem patrząc w jego niebieskie oczka. - Najmocniej na świecie.

- Wiem Zayn - uśmiechnął się. - Też Cię kocham. Bardzo mocno kocie.

- Wiesz, że zaraz przyjdą? - uśmiechnąłem się i zaraz zadzwonił dzwonek do drzwi - już są - zaśmiałem się wstając z chłopaka. Poszedłem do drzwi otwierając je. 

- Dzień Dobry, osiem obiadów, razem 170 złotych - powiedział dostawca.

- Dzień Dobry - uśmiechnąłem się, sięgnąłem do kieszeni wyjmując z niej 200 zł, dałem pieniądze dostawcy - reszty nie trzeba. Dziękuje. 

- Dziękuje ślicznie - powiedział dając mi do ręki obiady. - Do widzenia. 

- Do widzenia - powiedziałem zamykając za nim drzwi. Poszedłem do kuchni rozpakowując obiady. - Pomożesz mi? - krzyknąłem. 

- No i już mną rządzi - zaśmiał się przychodząc do kuchni. Wyjęliśmy ciepłe obiady na talerze. - Na taras? 

- Czytasz w moich myślach - uśmiechnąłem się i razem z chłopakiem zanieśliśmy obiady na taras ustawiając je na stole. - Jeszcze widelce i noże i coś do picia - powiedziałem i razem zeszliśmy na dół. 

- Cześć chłopaki! - krzyknęła Nikola. 

- Cześć wszystkim - powiedziałem witając się z Nikolą, Liamem i Niallem. - Pomożecie nam - uśmiechnąłem się. 

- Wszystkimi rządzi - zaśmiał się Louis - na ja już z nim nie mogę. 

- Wprawiam się kochanie, wprawiam się - zaśmiałem się wyjmując z szafek szklanki. Dałem je Nikoli - zanieś na taras. 

- Tak jest - zaśmiała się wychodząc z kuchni. 

- A my weźmiemy soki - uśmiechnąłem się wyjmując z szafek napoje. Dałem je chłopakom a oni grzecznie zanieśli je na górę. 

- Cześć kochani - krzyknęła moja mama. 

- Witam - powiedział ojciec Louisa. 

- Dzień Dobry - powiedziałem całując w policzek moją mamę i mamę Louisa, podałem rękę jego tacie. 

- Szykuje się jakaś wielka impreza? - zapytała mama mojego chłopaka. - Wasi przyjaciele i my - uśmiechnęła się. 

- Zgadła Pani - zaśmiałem się - zapraszam na taras - powiedziałem. Nasi rodzice udali się na górę a ja zaraz za nimi. 

- Wszyscy są - krzyknąłem wchodząc na taras. - Poznajcie się proszę. - To nasi przyjaciele, Nikola, Liam i Niall a to rodzice,   Michelle moja mama i Christina i Paweł rodzice Louisa. - Zapoznałem rodziców z naszymi przyjaciółmi i usiedliśmy do stołu. 

- No to jaka to okazja, że zebraliśmy się w takim gronie? - po chwili zapytał ojciec Louisa. 

- Okazja nie ucieknie, ale obiad wystygnie - uśmiechnąłem się. - Smacznego - powiedziałem i wszyscy zaczęli jeść. 

- Co tam u Was? - zapytała moja mama. - Długo się do mnie nie odzywałeś. 

- U nas wszystko w porządku, nawet bardzo - uśmiechnąłem się do niej. 

- Widzę właśnie - uśmiechnęła się patrząc wzrokiem na mój pierścionek. 

- Zapomniałem Ci powiedzieć - zaśmiałem się. 

- O czym? - wtrąciła się mama Louisa. 

- Oświadczyłem się Zaynowi - powiedział Louis uśmiechając się. 

- O to nasze gratulacje - uśmiechnęła się jego mama. 

- Kiedy ślub? - zapytał Paweł. 

- Właśnie po to Was tutaj wszystkich zebraliśmy - zaczął mówić Louis. - Otóż... Wszyscy tutaj zebrani w Piątek lecimy do Londynu, a w Niedzielę ja z Zaynem bierzemy ślub...





Mamy rozdział! Moim zdaniem wyszedł całkiem, całkiem. A Twoim? Zostaw w komentarzu swoją opinię! Udostępnij rozdział na swoim twitterze, oczywiście jeśli chcesz :3 I chyba Was zasmucę, że ten rozdział powoli zbliża nas do końca opowiadania... Do następnego!

4 komentarze:

  1. I co z tego, że do końca. Piszesz już następne opowiadanie skibsijiansjjsi
    My się nigdy nie rozstaniemy hahaha @hellomylarreh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah jesteśmy chyba na siebie skazani xd

      Usuń
    2. No nie mów, że narzekasz?! Wiem, że jestem straszna, ale cóż. Takie życie XD

      Usuń
  2. Dawid, genialne!! Kocham to <33333

    OdpowiedzUsuń