12 lutego 2014

Rozdział XXX: "A New Beginning"

- Wszystko spakowałeś? - zapytał chłopak stojąc w drzwiach mieszkania. 

W końcu wypuścili mnie ze szpitala. Przetrzymali mnie dzień, ponieważ byli zdumieni tym, jak szybko goją się moje rany po cięciach. Dzisiaj, jest już tylko kilka kresek, co było dla nich wielkim szokiem. Próbowali to jakoś wyjaśnić na swoją logikę. Ja nic im nie mówiłem o moim śnie, i o tym co babcia mi powiedziała. Gdybym im to powiedział pewnie uznali by mnie za kompletnego wariata i na stałe wysłali do szpitala psychiatrycznego. A tak, dobrowolnie mogę iść na terapię, jednak nie zamierzam chodzić na spotkania. Wiem, że zrobiłem źle. Bylem na jednej terapii kilka miesięcy temu. Teraz nie będę się ciął, ponieważ wiem, że mam dla kogo żyć. Nawet jak będzie źle, nie będę się przejmował. Tyle ile przeszliśmy... Może być już tylko lepiej.

- Tak, wszystko - odpowiedziałem gasząc światło w salonie. - Możemy iść - złapałem go za rękę i wyszliśmy z mieszkania. Louis zamknął drzwi chowając klucze do kieszeni. 

Mimo tych wszystkich niemiłych przeżyć w naszym mieszkaniu, smutno było mi się z nim rozstawać. Bądź co bądź byłem w nim szczęśliwy z Louisem. Przeżyliśmy krótkie, ale wspaniałe chwile w naszych czterech ścianach. Teraz będziemy mieszkać w domu jego ciotki. Duży dom, dużo sprzątania. Byłem przyzwyczajony do kilku pokoi i jednej łazienki. A teraz... Wielkie mieszkanie, wielkie podwórko.

- Zajedźmy na cmentarz - powiedziałem do chłopaka. Przypomniałem sobie o obietnicy, którą dałem babci, że będę ją częściej odwiedzał. Teraz chciałem jej podziękować, że mnie uratowała. Głupio to brzmi. Kto normalny wierzy w duchy? Kto normalny myślałbym, że to co było to było na prawdę. Że to nie był zwykły sen? Jednak jakimś cudem teraz jestem, żyję. I to wszystko zawdzięczam tylko jej. To ona mnie uratowała. 

- Dobrze - powiedział uśmiechając się do mnie. - Kocham Cię. 

- Ja Ciebie też Louis, ja Ciebie też - uśmiechnąłem się do niego. - A teraz nie patrz się na mnie tylko na drogę - zaśmiałem się. 

Te wszystkie wydarzenia zmieniły Louisa. Mnie zresztą też, ale go najbardziej. Ciągle się na mnie patrzył, nie odstępował mnie na krok. Nawet do łazienki ze mną szedł. Mówił mi, że mnie kocha. Stał się taki kochany, nie to żeby wcześniej nie, ale teraz aż zbyt kochany. Troszczy się o mnie jak o małe dziecko. Przez parę godzin podobało mi się to, ale potem zrobiło się to już uciążliwe. Ciągłe pytania jak się czuję, czy chce mi się jeść, pić... 

Kiedy dojechaliśmy na cmentarz, poprosiłem Louisa, aby nie szedł ze mną. Chciałem być sam na sam z babcią. Po drodze na cmentarz kupiłem kwiatki i znicz. Dochodząc do pomnika babci, zapaliłem świeczkę i położyłem kwiatki. Usiadłem na ławeczce i chwilę przyglądałem się jej zdjęciu. Wydawało mi się, że się do mnie uśmiecha. Jak nigdy, jej zdjęcie było weselsze. Zdziwiło mnie to trochę i przestraszyło. Zaczynałem mieć obawy, że na prawdę coś jest ze mną nie tak. 

- Widzisz babciu - zacząłem mówić szeptem. - Miałaś rację. I dziękuję Ci za to, że nie pozwoliłaś mi umrzeć. To byłaby najgorsza rzecz jaką zrobiłbym w życiu. Kiedy leżałem w szpitalu byli moi wszyscy przyjaciele, a nie było mamy. Nikola mówiła, że przyszła na chwilę ale zaraz musiała jechać na spotkanie służbowe. Ma jedynego syna i nie została przy mnie. Nie wiem... Może kilka miesięcy temu myślała, że przyniosę jej wnuki a nie chłopaka. Myślisz, że ona mnie już nie kocha tak mocno jak wcześniej? Wiem, to głupie, ale takie myśli przychodzą mi do głowy. Nie będzie miała wnuków, nie będzie bawiła się na weselu. Czasami myślę, że ma do mnie żal za to, że jestem gejem. Nie powie mi tego prosto w oczy bo się boi, że już wcale nie będzie miała syna. Może jest taka oschła w stosunku do mnie dlatego, że tak wcześniej wyprowadziłem się z domu i zacząłem samodzielne życie. Chociaż ona i tak nie pozwoliła mi go zacząć przynosząc ciągle obiady, zakupy, robiąc pranie. Nie wiem co mam o tym myśleć. Czasami jest kochana, a czasami oschła. Czasami rozmawiamy godzinami, a czasami zadzwoni, zapyta się co u mnie i koniec rozmowy. Mam nadzieję, że chociaż w święta spotkamy się przy wigilijnym stole i porozmawiamy jak rodzina... To trochę głupie - zaśmiałem się. - Mówię do Ciebie jak najęty a ty nie możesz mi doradzić jak wtedy, kiedy byłem mały - uśmiechnąłem się. - Chociaż jakiś malutki znak mogłabyś mi dać. Nie przepraszam.... - spuściłem głowę w dół śmiejąc się. - Ja już wariuje - milczałem chwilę patrząc się z uśmiechem na zdjęcie babci. - Kocham Cię - wstałem z ławki. - Do zobaczenia - odwróciłem się od pomnika i zacząłem iść w stronę bramy wyjściowej. Przy wyjściu potknąłem się o kamień upadając na ziemię. Louis widząc to podbiegł do mnie. 

- Wszystko w porządku? - zapytałem trzymając mnie za rękę. 

- Tak - odpowiedziałem śmiejąc się. - Taki znak wystarczy - popatrzyłem chwilę w niebo uśmiechając się. 

- Przestań bo zacznę się o Ciebie bać - powiedział chłopak podnosząc mnie z ziemi. 

- Nie musisz - uśmiechnąłem się do niego - przynajmniej mam taką nadzieję - wsiedliśmy do samochodu. - Wiesz, że czasami myślę, że zwariowałem - spojrzałem na niego. 

- Dlaczego? - zerknął na mnie.

- Po tym śnie... - zacząłem mówić. - To było takie realistyczne, i dzisiaj... Mówiłem do pomnika. I potem to potknięcie. Prosiłem babcię o jakiś znak i leżałem na ziemi - uśmiechnąłem się.

- Kochanie - uśmiechnął się czule patrząc na mnie - musimy częściej jeździć na grub Twojej babci. Muszę jej podziękować. Uratowała Ciebie - spojrzał na ulicę. - Wiesz jak bardzo za Tobą tęskniłem? - szepnął. - Te miesiące były najgorsze... kiciu - spojrzał na mnie stając na poboczu. - Po tym występie w klubie miałem ci coś dać - zaczął czegoś szukać w kieszeni. - Potem ta cała sytuacja, o której chce już zapomnieć - szepnął wyjmując z kiszeni kurtki pudełeczko w kształcie serca. - Zayn - spojrzał mi w oczy otwierając pudełko, w którym był pierścionek. - Chciałbym żebyśmy byli już zawsze razem, do końca naszego życia - wyjął pierścionek. - Zgodzisz się?

- Tak - uśmiechnąłem się szeroko podając mu lewą dłoń. Louis wsunął pierścionek na mojego palca całując mnie w dłoń. - Kocham Cię - szepnąłem patrząc mu w oczy - najmocniej na świecie cię kocham kochanie.

- Ja Ciebie też Zayn - uśmiechnął się mocno mnie do siebie przytulając - tak cholernie tęskniłem za Tobą - szepnął.

- Ja też skarbie tęskniłem, ja też - szepnąłem całując go w policzek...




Witajcie ponownie! Po tym wszystkim co się wydarzyło w moim życiu postanowiłem kontynuować to opowiadanie. A raczej chciałbym się Was zapytać czy dalej to robić. Ostatnie rozdziały nie miały tak wielkiego zainteresowania jak poprzednie. Napiszcie proszę w komentarzach czy będziecie czytać to opowiadanie, czy zacząć drugie... Pozdrawiam gorąco!

7 komentarzy:

  1. Wow. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Te zaręczyny jeju jbhhhsubs
    Chętnie poczytam je dalej. Xx
    @hellomylarreh

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny rozdział :) cieszę się, że postanowiłeś wrócić i na pewno będę czytać dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale słodziaki *.* Pisz dalej <3

    @rozowaatomowka

    OdpowiedzUsuń
  4. Będziemy czytać, pisz dalej xxx /Niallowa_69

    OdpowiedzUsuń
  5. Awww... ♥
    Jakie to słodkie, szczerze? Codziennie wchodziłam na OMT i patrzyłam czy jest nowy rozdział :)
    Rozdział jest przesłodki ♥
    +
    Ja będę jeszcze czytać to opowiadanie, jest niesamowite ♥

    @Harry_Love_You_

    OdpowiedzUsuń