8 listopada 2013

Rozdział XXV: "What Does He Think?"

- Zayn - spojrzał na mnie Harry. - Długo nad tym myślałem i po niedzieli wyjeżdżam na stałe do Londynu. Widzę, że Louis kocha Ciebie nie mnie. Dam sobie spokój...

- Harry... nie wiem co mam powiedzieć - zszokowały mnie jego słowa. Kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć, jak się zachować. Podziękować mu? Powiedzieć, że źle robi? Nic. Kompletnie nic. 

- Nic nie mów - wstał zdejmując moją kurtkę i oddał mi do ręki - dziękuję i jeszcze raz za wszystko przepraszam. - Poszedł do domu zostawiając mnie na przystanku. Po chwili i ja ruszyłem do Nikoli i Liama. Pewnie się o mnie martwili, albo sami dobrze bawili.

To niesamowite jak szybko można się zaprzyjaźnić z drugim człowiekiem - i mówię tutaj o Liamie. Tak jak w przedszkolu. Znamy się pięć minut, a potem jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi dopóki nie zaczniemy sprzeczać się o zabawki. Tak właśnie czułem się będąc przy Liamie. Ledwo co go poznałem a już parę minut potem trzymaliśmy się za ręce a w nocy spaliśmy w jednym łóżku. To pewnie przez ten alkohol, ale myślę, że miało też na to wpływ to, że mnie i jego zdradził chłopak. On potrzebował bliskości i ja też. Zresztą.. Liam jest taki słodki, że trudno byłoby go nie przytulić. 

- Wróciłem - wpadłem do domu robiąc wielki huk. - Ktoś tęsknił za mną? - zapytałem patrząc na Liama i Nikolę, którzy siedzieli w salonie oglądając jakiś film. Rozłożyłem ręce do uścisku - Kto tęsknił? - zapytałem jeszcze raz.

- Ja! - krzyknął Liam i zerwał się aby mnie uściskać. 

- Stary - powiedziałem chwiejąc się na nogach - lżej, nie było mnie godzinę - zaśmiałem się przytulając go. Ale dobrze, że chociaż ty tęskniłeś. 

- Starczy tego dobrego - puścił mnie i usiadł na swoim miejscu. Zdjąłem buty, powiesiłem kurtkę na wieszaku i usiadłem obok chłopaka. 

- A ty nie tęskniłaś za naszym skowronkiem? - zapytał Nikoli. Skowronkiem? Czy aż tak się zmieniłem po tej rozmowie? 

- Jasne, że tęskniłam - uśmiechnęła się. - Ale nie mam siły wstawać, żeby go przytulić. 

- No to co? - spojrzał na mnie chłopak. - Teraz będzie koniec naszej pięknej przyjaźni? - zapytał.

- Nie - pokręciłem głową. - Nie mógłbym Ciebie zostawić. Jesteś taki słodki, że czasami nie mogę się powstrzymać żeby Cię pocałować. 

- No to na co czekasz? - zaśmiała się Nikola. Spojrzeliśmy się na siebie z Liamem, ruszyłem ramionami i lekko, ale to lekko pocałowałem go w usta.

- Słodki - zaśmiałem się oblizując usta. 

- Czuję się zaszokowany Twoją reakcją - powiedział Liam śmiejąc się. - Teraz opowiadaj jak tam było o Louisa?

- Poszedłem, porozmawialiśmy. On chciał żebym do niego wrócił - zacząłem mówić a oni mi się przyglądali - mówił, że mnie kocha i takie tam. W między czasie Harry wybiegł z domu. Louisowi powiedziałem, że jeżeli mnie kocha i nic go nie łączy z Hazzą to niech mi to udowodni i wyszedłem od niego. Poszedłem na przystanek gdzie był Harry i dowiedziałem się, że on go nadal kocha. 

- Żartujesz? - zdziwiła się dziewczyna.

- Nie - uśmiechnąłem się - powiedział też, że po niedzieli wraca na stałe do Londynu abyśmy mogli z Louisem dalej w spokoju być... żyć... 

- No to gratuluje - powiedział bez entuzjazmu Liam. 

- Ale szczere gratulacje - walnąłem go w ramię. 

- Prosto z serca - zaśmiał się oddając mi. 

- Nie bój się i tak Cię będę kochał bez względu na wszystko - przytuliłem go - a poza tym nic jeszcze nie jest wiadome - uśmiechnąłem się.

- Jak to? - spytała zdziwiona Nikola. - Harry wyjeżdża, Louis cię kocha. Wszystko wiadomo.

- Tak - uśmiechnąłem się - miał mnie przekonać do tego, że mnie jeszcze kocha. Póki co, nic - spojrzałem na Liama. - Jedziesz dzisiaj do mnie? Z Nikolą? - spojrzałem na dziewczyne.

- Ja nie mogę - od razu odpowiedziała - umówiłam się już na dzisiaj.

- To w takim razie jedziemy we dwóch? - uśmiechnąłem się do chłopaka.

- A co będziemy robić? - zapytał śmiejąc się.

- Co będziemy robić? - zapytałem podnosząc się lekko do góry. Nachyliłem się nad jego uchem i szepnąłem przygryzając płatek ucha - kochać się.

- Leć na górę po swoje rzeczy i zaraz jedziemy - zaśmiał się.

- Dobra - wstałem z kanapy i szybko pobiegłem na górę. Wyjąłem z szafy torbę wkładając do niej swoje ubrania.

- Zayn - weszła do pokoju Nikola. - Musimy porozmawiać...

- O czym? - zapytałem wkładając koszulki do torby.

- O Liamie - stanęła w drzwiach - nie możesz go tak traktować.

- Tak to znaczy jak? - zapytałem zdziwiony. Kompletnie nie wiedziałem o co jej chodzi.

- Tak - powiedziała - to znaczy, że nie powinieneś robić mu nadziei. Tak jak z tym pocałunkiem dzisiaj, tym szepnięciem na ucho, że będziecie się kochać. Tak, to było słychać - uśmiechnęła się lekko.

- Ale chyba on wie, że to zabawa i ja to wiem. Więc nie rozumiem jak go mam nie traktować? - spojrzałem na nią zasuwając torbę.

- Tak, zabawa - przytaknęła - i tak wiem, że ty szukasz bliskości póki nie ma Louisa. Potem jak go będziesz miał Liam pójdzie w odstawkę. Pomyśl chociaż raz o innych.

- Mówisz, że jestem egoista? - zapytałem krzywo się na nią patrząc.

- Jezu, Zayn - podeszła do mnie - nie o to mi chodziło. Po prostu nie chcę żeby Liam znowu cierpiał. On bardzo szybko przywiązuje się do ludzi - przytuliła mnie. - Zresztą skąd wiesz, że w pewnym momencie on albo ty nie przestaniecie udawać i na prawdę coś do siebie poczujecie?

- Ej ej - odsunąłem ją od siebie - ty to lepiej wypluj tutaj i teraz - zaśmiałem się.

- Zayn - uśmiechnęła się - to jest Liam, słodki, kochany Liam. Proszę Cię tylko, nie skrzywdź go.

- Dobrze - przytuliłem ją. - Ale wiesz jaki on jest ciepły i jak dobrze się go przytula? - zaśmiałem się biorąc torbę.

- Tak, wiem - zaśmiała się - nie dziwię ci się. - Wyszliśmy z pokoju schodząc na dół, gdzie na kanapie siedział Liam.

- Ja już gotowy - powiedziałem siadając obok niego.

- W takim razie jedziemy - wstał udając się do przedpokoju gdzie były nasze kurtki. Wstałem za nim wyjmując swój czarny płaszcz i nałożyłem go na siebie. Potem buty.

- Dzięki za wszystko - przytuliłem się do dziewczyny - wpadnij jutro do nas - uśmiechnąłem się.

- Wpadnę, wpadnę - uśmiechnęła się - a wy tam dzisiaj grzecznie - krzyknęła zamykając za nami drzwi.

- A ty - zapytałem wsiadając do jego samochodu - gdzie mieszkasz?

- W centrum Warszawy - odpowiedział odpalając swój samochód.

- Jedziemy coś zjemy - spojrzałem na niego - i dalej nie wiem co będziemy robić. Poleżymy pewnie - uśmiechnąłem się.

- O tak - przytaknął - ja mogę nic nie jeść tylko od razu iść leżeć.

- Oj Liam, Liam - uśmiechnąłem się - tylko byś leżał. Leniuch z Ciebie. Ciekawe kto to - powiedziałem wyjmując z kieszeni wibrujący telefon. - Louis...

- Odbierz - powiedział chłopak.

- Słucham? - odebrałem telefon.

- Cześć Zayn - przywitał się Louis. - Masz na dzisiaj jakieś plany?

- Hej Louis - przywitałem się. - Tak, mam już na dzisiaj plany.

- Nie, nie masz planów - szepnął Liam. Spojrzałem się na niego spod byka. Przecież mieliśmy spędzić razem dzień?

- Z kim jesteś? - spytał Louis. Pewnie usłyszał głos Liama.

- Z kolegą, właśnie jedziemy do mnie - odpowiedziałem nie spuszczając wzroku z kierowcy.

- Mógłbym go poznać? - zapytał.

- Powiedz, że tak - uśmiechnął się Liam.

- Tak - powiedziałem do słuchawki śmiejąc się.

- To za godzinę będę u Ciebie - powiedział rozłączając się.

- Serio chcesz go poznać? - spytałem Liama.

- Tak. Może być ciekawie. Po odgrywamy jakieś scenki żeby czuł się zazdrosny i szybciej o Ciebie walczył - uśmiechnął się podjeżdżając pod blok.

- Ej - zaśmiałem się otwierając drzwi - ty jednak mądry chłopak jesteś. Jak byś czytał w moich myślach - powiedziałem śmiejąc się.

- Co? - spojrzał na mnie. Ty to wszystko sobie zaplanowałeś! - krzyknął waląc drzwiami od samochodu. Spojrzał się na mnie i wybuchnął śmiechem. Nie wiedziałem co mam o tym myśleć. Był zły czy co? - Żałuj, że nie widziałeś swojej miny - nie przestawał się śmiać.

- Dzięki Bogu - odetchnąłem z ulgą. Doszło do mnie, że Liam lubi żartować i to dość często. Już się bałem, że on to mówi na poważnie i się na mnie obrazi albo Bóg wie co jeszcze. - Zapraszam do mnie - poszliśmy do windy, windą na moje piętro i do mojego mieszkania. Otworzyłem drzwi i zaprosiłem go do środka.

- Na Bogato - powiedział rozglądając się po mieszkaniu.

- Chyba na stylowo chciałeś powiedzieć - zaśmiałem się zdejmując z siebie ubrania.

- To też, to też - uśmiechnął się. - A ja spędzę dzisiejszą noc w...? - spojrzał na mnie.

- W...  łóżku? - spytałem z uśmiechem.

- Wwww... łóżku...? - zaśmiał się. - Pokaż mi jakiś pokój - uśmiechnął się.

- Zaraz, zaraz - powiedziałem - na prawo masz wejście i pierwsze drzwi są Twoje - uśmiechnąłem się.

- Dobra, dzięki - powiedział biorąc swój plecak i poszedł do pokoju.

Poszedłem do kuchni i wstawiłem wodę na herbatę. Usiadłem przy stole patrząc za okno na pochmurną Warszawę. Czasami miałem ochotę tutaj nie wracać. Powoli przytłaczał mnie już ten widok. Taka jesienna depresja. Na wsi wiadomo, ładne kolory, świeże powietrze i inne zachęcające rzeczy żeby tam wrócić. A w mieście? Oprócz masy rozrywki jakimi są kina, kluby i inne nie ma nic fascynującego. Jasne, są pomniki, rzeźby i inne, ale co to daje? Jak postawią tak i to wygląda. Nie zmieni to swojego koloru, czy kształtu. No chyba że ktoś to zdewastuje. Mimo wszystko i tak bardziej podoba mi się wieś. Może nie taka ze stoma osobami, tylko większe miasteczko. Nie za duże, nie za małe.

- Jasna cholera, kto mi przerywa myślenie? - powiedziałem słysząc dzwonek i zaśmiałem się sam do siebie. Wstałem z krzesła udając się do drzwi. Otworzyłem je i zobaczyłem w nich Louisa.

- Cześć Zayn - podał mi rękę.

- Cześć - ścisnąłem jego dłoń. - Wchodź - zaprosiłem go do środka. - Napijesz się czegoś? Właśnie wstawiłem wodę?

- Herbaty - powiedział rozbierając się. Poszedłem do kuchni przygotować trzy herbaty. Zalałem je wodą i zaniosłem do salonu kładąc na stolik.

- Jeszcze cukier - wróciłem się do kuchni, wyjąłem z szafki cukier i zaniosłem do salonu. - A więc po co chciałeś się spotkać? - zapytałem siadając na przeciwko niego.

- Chciałem porozmawiać - powiedział patrząc się na mnie. - Gdzie jest twój...

- Zayn gdzie jest łazienka bo chciałem się odświeżyć - zapytał Liam wchodząc do salonu w samych bokserkach. W ręku trzymał czyste ubrania, ręcznik i szampon.

- Kolega - dokończył Louis gapiąc się na prawie nagiego chłopaka...  



Witam z kolejnym rozdziałem! Przepraszam, że tak późno, ale w zeszłym tygodniu były święta, potem zamieszanie ze zmianą szkoły, szukanie praktyk i inne zżerające czas rzeczy. Jeżeli dobrze mi pójdzie to jeszcze w ten weekend dodam kolejny rozdział. Tymczasem komentujcie ten i piszcie czy Wam się podoba.

Dzięki i do zobaczenia!

5 komentarzy:

  1. Łohoho! Trzej faceci w jednym domu? No szykuje się niezła zabawa :D Tylko, żeby Lou się po tym nie załamał czy sobie odpuścił. błagam ;c
    Czekam na następny ♥ @hellomylarreh

    OdpowiedzUsuń
  2. Woow
    Rodzial jak dla mnie krotki ale jesli w weekend nastepny roz. to spoczko x3 Bedzie sie dzialo!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. chce wiedzieć co będzie dalej omb to jest zajebiste xx @King_Kidrauhl69 i informacja dla czytających TO CHŁOPAK NIE DZIEWCZYNA PISZE!hahahaha wszystko dla cb Dawid haha xx <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! Coś czuję, że w następnym będzie się działo. Kurde napisałabym ci jakiś fajny, długi komentarz, ale zupełnie nie mam weny do pisania komentarzy... W takim razie napiszę ci tylko, że cię kocham i nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Super <3
    Zgadzam się z Nicolą :)
    Niech Zayn się zastanowi :)

    Mwahh ♥

    OdpowiedzUsuń