9 maja 2013

Rozdział XIII: "Amazing Birthday Present"

- Zayn, kochanie obudź się - łagodnym głosem zaczął budzić mnie Louis.
Przekręciłem się z brzucha na plecy i przeciągnąłem. Otworzyłem jedno oko, a potem drugie i przetarłem je rękoma. Chłopak siedział obok mnie na łóżku, a na szafce stało przygotowane przez niego śniadanie. Czułem zapach jajecznicy na bekonie i kawy. Przeciągnąłem się jeszcze raz i podniosłem swoje ciało opierając się na łokciach.
- Wszystkiego najlepszego misiek - Louis pocałował mnie czule i podał mi śniadanie.
- Dziękuję - uśmiechnąłem się szeroko. Ręką poklepałem na miejsce obok, Lou szybko skapnął się o co mi chodzi i położył się na łóżku.
W taki sposób mógłbym być budzony co dziennie. Zapach jajecznicy i kawy, a potem czuły pocałunek od osoby, którą bardzo kocham. Słońce, które było już na niebie i przez okna wpadało do pomieszczania. Świeże powietrze i śpiew ptaków. Takie poranki były najpiękniejsze.
- Dzisiaj spędzimy dzień tylko we dwoje? - spojrzałem się na chłopaka, który podjadał moją jajecznice.
- Do południa tak - odpowiedział. - Po południu zapowiedzieli się już nasi rodzice - dodał.
Miałem nadzieję, że ten dzień - moje osiemnaste urodziny - spędzimy tylko we dwoje. Wczoraj wieczorem zadzwoniłem do Małgosi i poprosiłem ją, aby wpadli w piątek. Wtedy zrobimy jedną imprezę z okazji moich urodzin, które są dzisiaj i urodzin Louisa, które będą w sobotę.
- Dobrze - odpowiedziałem mu i zjadłem z talerza jajecznicę. - Dziękuje za śniadanie - pocałowałem go w policzek - teraz idę się ogarnąć - odłożyłem tacę na szafkę i wstałem z łóżka. Wziąłem z szafy czystą bieliznę, spodnie, bluzkę i poszedłem do łazienki. Wziąłem szczoteczkę i zacząłem myć zęby. Oparłem się gołym tyłkiem o chłodną umywalkę i patrzyłem się za okno. Przyroda w końcu obudziła się do życia. Na drzewach zaczęły kwitnąć kwiatki, trawa robiła się zielona i śpiewały ptaki... Wypłukałem buzię i szczoteczkę. Przemyłem twarz zimną wodą i wytarłem się ręcznikiem. Nałożyłem bokserki, czarne spodenki, białą bluzkę i białe skarpetki. Poszedłem do pokoju i wyjąłem z szafy swoje nowe, czarne converse. Zauważyłem, że Louisa nie ma na łóżku więc szybko po schodach zszedłem na dół. W salonie, kuchni i łazience także go nie było. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem go ja stoi przed bramą i rozmawia z jakimś facetem, który podjechał czarnym, terenowym samochodem. Widziałem go pierwszy raz na oczy. Wymachiwał rękoma i był cały czerwony. Ewidentnie było widać, że kłócili się. Usiadłem na kanapie w salonie i włączyłem telewizor. Po chwili chłopak lekko zdenerwowany wrócił do domu i od razu usiadł obok mnie kładąc rękę na moim kolanie.
- Co to był za facet? - spytałem się go.
- Jakiś znajomy ciotki - szybko odpowiedział. Wiedziałem, że kłamie. Gdyby był to znajomy jego ciotki to dlaczego on był zdenerwowany, a Louis kiedy wrócił był taki sam?
- Taki zdenerwowany? - zacząłem drążyć dalej temat.
- Tak. Nie wiem o co mu chodziło. Wcale nie mogłem się z nim dogadać - szybko odpowiedział nie patrząc mi w oczy.
- A ty dlaczego jesteś taki zdenerwowany? - wyłączyłem telewizor i spojrzałem mu w oczy.
- Po prostu... - odpowiedział. Nawet nie spojrzał się na mnie, nadal gapił się na wyłączony telewizor. - Zaraz wrócę - lekko klepnął mnie w kolano i poszedł do piwnicy. Z powrotem włączyłem telewizor i zacząłem oglądać "Trudne Sprawy". Po pięciu minutach Louis wrócił z wielkim pudełkiem owiniętym w papier urodzinowy. Postawił je na przeciwko mnie i się szeroko uśmiechnął. - Proszę kochanie. To prezent ode mnie, dla Ciebie - podszedł do mnie i mnie pocałował w policzek. - Otwórz - usiadł obok i się uśmiechnął.
- Dziękuję kochany. Co to jest? - wstałem i zacząłem zrywać z niego papier. Byłem ciekawy co może być w tym dużym pudełku. Rower? Hulajnoga? Deska? To na pewno nic z tych rzeczy. Uśmiechałem się sam do siebie. - Jeszcze pudełko - poszedłem do kuchni po nóż, aby je rozciąć.
- Tylko ostrożnie rozcinaj - powiedział Louis, który mi się bacznie przyglądał.
- Dobrze - odpowiedziałem i ze skupieniem na twarzy zacząłem rozcinać pudełko. Kiedy je całe przeciąłem i rozpakowałem do końca nie mogłem uwierzyć. Usiadłem obok chłopaka i zakryłem twarz rękoma. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Louis przytulił mnie i zaczął głaskać po głowie.
- Mam nadzieję, że to łzy radości? - delikatnie się uśmiechnął i pocałował mnie w szyję.
- Louis, no pewnie - przytuliłem go mocno. - Dziękuję. - uśmiechnąłem się szeroko. - Skąd ty wziąłeś na to pieniądze? - zapytałem się. Przed nami stała sześciostrunowa gitara elektryczno-akustyczna Takamine TAN-16 wykonana ze świerku i palisanderu. Taka gitara na rynku krąży po około siedem tysięcy złotych.
- Uzbierało się, to trochę tu, to trochę tam - uśmiechnął się - a teraz zagraj mi coś. Twoja mama mówiła, że jak byłeś mały to pisałeś piosenki.
- To było dawno - wziąłem gitarę na kolana - nie wiem czy potrafię.
- Potrafisz - Louis zaczął mnie przyciskać - no dajesz - usiadł bokiem do mnie i się na mnie patrzył.
Na początku zacząłem sprawdzać czy jest nastawiona brzdąkając przypadkowe dźwięki. W końcu zacząłem przypominać sobie jak leciała piosenka, którą napisałem gdy miałem siedem lat. Zacząłem powoli ją grać, nie byłem pewny czy dobrze zacząłem śpiewać zwrotkę...

Tato proszę nie przychodź pijany, 
Nie bij już więcej mamy, 
Przytul ją i powiedz jej: 
"Kocham Cię skarbie"

Kiedy śpiewałem chłopak mi się bacznie przyglądał i słuchał. Po pierwszej zaśpiewanej zwrotce już bardziej pewny siebie zacząłem śpiewać refren tej piosenki...

Tato proszę przyjdź choć raz,
Nie awanturując się,
Usiądź obok mamy i
kochaj 
Tato proszę przyjdź choć raz,
Nie awanturując się, 
Weź gitarę ze mną graj
proszę 

- Kurwa, dawno tego nie robiłem. Zapomniałem już jakie to uczucie - powiedziałem patrząc się na gitarę.
- To było świetne - chłopak zrobił się lekko czerwony, jak by miał zaraz się popłakać.
- Jak na siedmiolatka to tak - lekko się zaśmiałem. - Dziękuję Louis - przytuliłem go jedną ręką.
- Proszę - uśmiechnął się - następna piosenka ma być dla mnie - lekko się zaśmiał.
- Oczywiście - odpowiedziałem - która godzina? - zacząłem szukać swojego telefonu, ale nie mogłem go znaleźć. Pewnie został na górze.
- Zaraz dziesiąta - powiedział mój chłopak i zaczął sprzątać papiery po prezencie. Ja w tym czasie brzdąkałem sobie na gitarze.
- Mamy jakieś ciasto? - zapytałem się.
- Tak, wszystko mamy - Louis wziął w ręce wszystkie śmieci i wyniósł je do piwnicy. Kiedy wrócił miał ze sobą pokrowiec na gitarę. - Dajesz? - wskazał na gitarę i rozsunął pokrowiec.
- Tak - wstałem z łóżka i włożyłem do pokrowca instrument. Chłopak postawił go koło kominka i usiadł obok mnie. - Przyniesiesz mi telefon z góry? I laptop jak byś mógł? - spojrzałem na niego.
- Dobrze, zaraz wracam - pocałował mnie w policzek i poszedł po rzeczy. W tym czasie przełączyłem na MTV Rocks i puściłem muzykę na cały dom. Polubiłem to. Gdzie nie pójdę czy do łazienki, do kuchni, do sypialni, na taras, na basen tam była muzyka. Niezły bajer.
- Misiek, masz dziesięć nieodebranych połączeń i dwadzieścia wiadomości - Louis podał mi telefon i usiadł obok mnie. Włączył sobie laptopa i zaczął sprawdzać swoje konta. Ja w tym czasie sprawdziłem kto dzwonił. Pięć połączeń od mamy, a drugie pięć od jakiegoś numeru. Dziesięć wiadomości, że nagrali mi się na pocztę, a drugie dziesięć wiadomości od znajomych i rodziny z życzeniami. Po przeczytaniu i odpisaniu na esemesy odłożyłem telefon na bok, położyłem głowę na ramieniu chłopaka i patrzyłem co robi na laptopie.
- To mój były - pokazał mi na facebooku parę jego zdjęć. Był słodki, brązowe loki i zielone oczy. W samych jego włosach można było się zakochać.
- Przystojny - uśmiechnąłem się - tęsknisz za nim czasami? - spojrzałem chłopakowi w oczy.
- Tylko czasami - odpowiedział, chwilę popatrzył na jego zdjęci i dodał - jest słodki, kochany chłopak z niego.
- Chętnie bym go poznał - powiedziałem, po czym ugryzłem się w język. Nie przemyślałem tego dokładnie. Przecież gdyby on przyjechał do Polski, albo my byśmy polecieli do Londynu to oni mogli by przecież znowu chcieć być razem, a ja?
- Tak - odpowiedział. W jego głosie wyczułem tęsknotę i żal. Musiał pewnie coś do niego jeszcze czuć...
- Wejdź na moje konto i polajkuj życzenia - zaśmiałem się.
- Dobrze - wylogował się ze swojego konta i zalogował na moje. Kliknął "Lubię To!" wszystkim życzeniom jakie były na mojej tablicy i zaczął przeglądać aktualności moich znajomych. Nie było nic wartego uwagi. Nic się u nich nie zmieniło. Zdjęcia z imprez, na których większość zaliczyła zgony i chwalili się tym, jak by to było coś fajnego.
- Weź nie oglądaj dalej bo mi się nie dobrze robi jak na nich patrzę - zamknąłem laptopa i przytuliłem się mocno do chłopaka. - Dupo, kocham Cię - usiadłem na jego kolanach przodem do niego.
- Ja Ciebie też kocham, dupo - lekko się zaśmiał i klepnął mnie po pośladku. - Powiem to, ale pewnie będę tego żałował... Rodziców jeszcze nie ma, więc co ty na to... - chłopak zaczął mnie namiętnie całować i głaskać po plecach. Wplotłem swoje ręce w jego włosy i odwzajemniałem każdy jego pocałunek. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. - Nie odbieraj powiedział Louis i nadal mnie całował.
- Zobaczę kto to - lekko się odchyliłem, Louis zaczął całować mnie po szyi - To moja mama, odbiorę - sięgnąłem po telefon i przycisnąłem zieloną słuchawkę - Będziemy za pięć minut - usłyszałem i się rozłączyłem. - Nigdy więcej nie mów gości albo rodziców jeszcze nie ma, więc co ty na to bo cię walnę. Będą za pięć minut - oznajmiłem mu. Lou oparł się i spojrzał na mnie, zrobił błagalną minę i zaczął głaskać mnie po policzku.
- Nigdy więcej - wziął mnie na ręce i zaniósł do kuchni. - Ciasto, sałatki i owoce są w lodówce, wyjmij je a ja wyjmę talerze i wstawię wodę - powiedział chłopak. Wedle jego życzenia wyjąłem sałatki, była z gyrosa i jarzynowa, ciasta na pewno była szarlotka i jeszcze jakieś i owoce, jabłka, banany, mandarynki, winogrono...
- Przyjechali - Louis zobaczył w oknie podjeżdżający samochód. - Wyjdę otworzę bramę - chłopak rzucił ścierkę na szafkę i wybiegł otworzyć bramę. Za nim przyszli zaniosłem na taras sałatki, owoce i talerze. Była ładna pogoda to nie było sensu abyśmy siedzieli w domu. Zszedłem na dół przywitać gości.
- Cześć - krzyknąłem schodząc po schodach. Nasi rodzice byli już w domu i właśnie się rozbierali. Podszedłem do nich i ucałowałem swoją mamę, potem mamę Louisa i podałem dłoń jego tacie. Momentalnie wszyscy rzucili się na mnie ze składaniem mi życzeń. Wiadomo czego mi życzyli, wszyscy standardowo zdrowia, szczęścia, pomyślności, miłości...
- Co pijecie? - zapytał się ich mój chłopak.
- Kawy? - jego ojciec spojrzał się na kobiety, które kiwnęły głową. - Trzy kawy - zwrócił się do swojego syna.
- Dobrze - chłopak poszedł do kuchni zrobić kawy, a ja zaprowadziłem rodziców na taras.
- Siadajcie wygodnie, a ja idę sprawdzić do Louisa - powiedziałem i szybko zbiegłem po schodach do kuchni. - Ukroję ciasto - powiedziałem do chłopaka i wyjąłem duży nóż, którym zaraz pokroiłem ciasto. Ułożyłem kawałki na talerz, który postawiłem na tacy obok kaw i cukru. Podniosłem całą tacę i ostrożnie zaniosłem ją na górę. Louis przełączył telewizję z MTV Rock na 4fun.tv i zaraz szybko do nas dołączył. Usiedliśmy wygodnie na swoim miejscu przy stole. Rodzice zaczęli częstować się ciastem, które popijali gorąca kawą.
- Nie mogę - powiedziała moja mama i spojrzała się na rodziców Louisa, po chwili jej wzrok był na mnie i na moim chłopaku. - Jak się Wam razem mieszka? - spytała.
- Jak widać - pokazałem ręką na nas, jak blisko siedzieliśmy przytuleni. - Jest cudownie - a chłopak się szeroko uśmiechnął.
- Bo widzicie... - zaczęła mówić mama Louisa. - Mamy dla Was mały prezent...
- Mały? - zapytał się chłopak.
- Tak, mały - odpowiedziała i zaczęła mówić dalej i tym razem przerwała jej moja mama.
- Sami zobaczcie - wyjęła z torebki jakiś papier i nam go pokazała. Zaczęliśmy z Louisem go czytać i po chwili wybuchliśmy szczęściem. Była to umowa najmu mieszkania i w dodatku został opłacony czynsz na cały rok. Kiedy dokończyliśmy czytać całą kartkę rzuciliśmy się na szyje naszym mamom i zaczęliśmy je całować po policzkach. W końcu kiedy się uspokoiliśmy i usiedliśmy na swoich miejscach jego ojciec zabrał głos.
- Ale żeby nie było, oceny macie mieć takie same. Najlepsi uczniowie w klasie i w szkole. Zrozumiano? - spojrzał na nas.
- Oczywiście - razem, jednym głosem odpowiedzieliśmy.
- I nie róbcie zbytnio głośnych imprez, w ogóle to pójdźcie do baru na imprezy. Mieszkanie ma nowe meble, całe odświeżone. Dwa pokoje, salon, kuchnia i łazienka... - kontynuował, a my mu przytakiwaliśmy.
- No i najważniejsze - wtrąciła się moja mama - róbcie to z zabezpieczeniem - wszyscy zaczęli się śmiać. Ona zawsze potrafiła coś dowalić... - A no i najważniejsze dla Ciebie Zayn - spojrzała na mnie - dwudziestego maja jedziesz do kliniki na korekcję blizn - uśmiechnęła się.
- No w końcu - powiedziałem zadowolony. Czekałem na to od dnia, kiedy się obudziłem w szpitalu i dowiedziałem się o moich bliznach.
- Nie przesadzaj - wtrącił się Louis i spojrzał na mnie - mnie tam one pociągają, nie wyglądają jak blizny tylko jak jeden dobry tatuaż - lekko się uśmiechnął.
- Ty jesteś tatuaż - odpowiedziałem mu i klepnąłem go w kolana. Nałożyłem sobie sałatkę i zacząłem jeść.
Cały dzień w towarzystwie naszych rodziców zleciał mi bardzo szybko. Nasze mamy ugotowały pyszny obiad, a my w tym czasie z Louisa ojcem leżeliśmy wygodnie nad basenem i piliśmy drinki. Potem popołudnie rozmów i wieczorem goście wrócili do siebie. A my tym czasem, korzystaliśmy z wolnego wieczoru...

Rozdział jak widzicie jest wcześniej, to wszystko dlatego, że w weekend będzie u mnie remont i nie będę miał jak promować rozdziału. Jeżeli nadal chcecie być informowani o nowych rozdziałach to zostawcie nazwy swoich twitterów w komentarzu. Oczywiście dopiszcie coś od siebie o moim trzynastym już rozdziale. Trzynasty pechowy? Może nie. Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdzialem i jeżeli ten rozdział Wam się spodobał udostępnijcie go na swoim twitterze, facebooku. Gdzie tylko możecie. Dziękuję!
Ps. Mi osobiście nie podoba się ten rozdział. Nie wiem czemu :/

16 komentarzy:

  1. Ooo pierwszy kom mój! ;P

    HAHAH na jak zwykle świetne. Teraz będą razem mieszkać, już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału. :) <3

    OdpowiedzUsuń
  2. "I najwazniejsze... robcie to z zabezpieczeniem" hahahahaha kocham to opowiadanie :3

    OdpowiedzUsuń
  3. taki normalny i zwyczajny, nic tam się takiego nie działo. tak bym to ujęła :) x

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczęłam czytać opowiadanie od niedawna, ale jest świetne, rany. Jak dobrze, że tutaj trafiłam ! :D I w ogóle, jak może Ci się ten rozdział nie podobać ? :o
    No nic, czekam niecierpliwie na kolejny rozdział. :)
    P.S Jak będziesz mieć chwilkę, zapraszam do siebie : x-all-the-right-moves.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham to opowiadanie, haha :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny! Jak zawsze. Uwielbiam jak piszesz.
    @ComMusia

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny jak zawsze. Mama Zayna rozwala xD Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział jak zawszę świetny widać że kochasz pisać.Z każdym kolejnym rozdziałem wciągam się w nie co raz bardziej masz talent i wielki potencjał kto wie czy za jakiś czas nie zobaczymy w księgarniach twoich opowiadań czego ci z całego serca życzę:)Oczywiście czekam już z niecierpliwością na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział zajebisty. Bardzo fajny pomyśl. Weny xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Tyle się to dzieje, że nie da się krótko opisać.
    Cudowne za mało. Fenomenalne nie oddaje charakteru.. Piszesz genialnie, a rozdział jak każdy jest świetny. Pod taką tematyką to chyba jedno z najlepszych opowiadań :)
    Anonim z podpisu
    Lose my mind

    OdpowiedzUsuń
  11. Podoba mi się!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak fajnie:)
    Świetny rozdział, jak zawsze.
    Czekam na nexta<3

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiem tak, znalazłam tego bloga przez przypadek, ale od razu się zakochałam. Masz wielki talent i naprawdę to wszystko czyta się tak przyjemnie...
    Ten rozdział świetny. Oby tak dalej!!
    Czekam na kontynuację :)
    @eowika19

    OdpowiedzUsuń
  14. Hehe trudne sprawy xd. Nie no zajebiste opowiadanie ;D nie raz się zaśmiałam ;33 wspaniale piszesz skarbie ! @iam_misiia . xx

    OdpowiedzUsuń