23 marca 2013

Rozdział V: "Pain"

Po chwili ciszy z jej ust wydostały się słowa.
- Nie wiem co mam powiedzieć - rękoma podparła głowę - Jak to jesteś gejem? Jak to jesteście razem? - mówiła donośnym głosem.
- Mamo...
- Co mamo? Co mamo? - krzyknęła - Mój syn jest gejem? - cała się ze złościła.
- Tak. Louis też. Kocham go, zrozum to - ścisnąłem jego rękę mocniej. Mama powoli się zaczęła uspokajać. Wiedziałem, że to nie będzie dla niej łatwe. Jednak musiałem jej to powiedzieć
- Dobrze. Jak długo jesteście razem? - spytała.
Spojrzałem na Louisa.
- Dwa miesiące - odpowiedziałem.
- I na prawdę się kochacie? - powiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Tak - równo z Louisem odpowiedzieliśmy.
- Liczy się Wasze szczęście - podeszła do nas i nas uścisnęła. - To teraz mam dwóch synów? - zaśmiała się.
- Tak i to zajebistych - z uśmiechem na twarzy odpowiedziałem. - Mamo my idziemy teraz do rodziców Louisa - wstaliśmy z łóżka.
- Oni jeszcze nie wiedzą? 
- Nie, ale oni wiedzą, że ja jestem gejem - odpowiedział Louis. 
- No to idźcie - mocno nas uścisnęła. 
*
- Myślałem, że będzie przeciwna.
- Na szczęście się myliłeś. - pocałował mnie. Złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy ku przystankowi. 
Po kilkunastu minutach podjechał autobus. Wsiedliśmy do niego. Przez całą drogę byłem przytulony do Louisa. Widziałem krzywe spojrzenia ludzi w naszą stronę. Jednak zbytnio mi to nie przeszkadzało. 

- Mamo, tato jestem - z samego progu zaczął krzyczeć - Mam dla Was niespodziankę - zdjęliśmy buty i weszliśmy do salonu. 
- Cześć - powiedział Louis.
- Dzień dobry - wszedłem za nim. 
- Cześć - odpowiedzieli - Słuchamy? 
- A więc ja i Zayn jesteśmy parą - pocałował mnie w policzek a po chwili objął. 
Reakcja jego rodziców była do przewidzenia. Oni już na samym początku się ucieszyli, nie to co moja matka.
- No w końcu - z radością wykrzyknęła jego mama, która podeszła do nas i nas uścisnęła. 
- Szczęścia - z wielkim uśmiechem na twarzy krzyknął jego tata. 
- Dziękujemy, dziękujemy a teraz pozwolicie, że razem z moim chłopakiem pójdziemy do mojego pokoju - Louis wziął mnie za rękę i poszliśmy do jego pokoju. 
*
- Czyli teraz już możemy publicznie wyrażać swoje uczucia? - spytał się Louis. 
Objąłem go w pasie i przyciągnąłem do siebie.
- Tak - namiętnie go pocałowałem. 
Louis usiadł na łóżku. 
- Chodź do mnie - wskazał rękoma na swoje kolana.
Usiadłem na nich przodem do niego, objąłem go za szyję i ponowiłem pocałunek. Poczułem jego ciepłe dłonie na moich plecach. Rękoma jak grzebień przeczesywałem jego włosy. Po chwili jego dłonie były na moich pośladkach, lekko się uśmiechnąłem. 
- Nie zrobimy chyba tego teraz, gdy twoi rodzice są za ścianą? 
- Nie.
Pocałował mnie. Zsunął mnie ze swoim kolan i położył na łóżku, a on sam obok mnie wtulając się mocno w moje ciało. 
- Zayn... 
- Tak?
- Kocham Cię. 
- Ja Ciebie też - odpowiedziałem chłopakowi całując go w głowę. 
Cały wieczór przeleżeliśmy w swoim objęciach rozmawiając o nas i o tym co będzie. Wiedziałem, że na początku trudno będzie ludziom ze szkoły przyzwyczaić się do nas, a nam do ich krzywych spojrzeń. Ludzie lubią poniżać inne osoby, i wiedziałem, że nie obędzie się bez tego kilka najbliższych tygodni. Jednak przy Louisie czułem się bezpieczny, wolny. On dawał mi prawdziwe szczęście. 
- Kochanie, ja już będę się zbierał - powiedziałem powoli wstając z łóżka. 
- Już? Dlaczego tak szybko? 
- Chcę pobyć trochę z mamą, póki jest w domu. 
- Dobrze.
Lou odprowadził mnie do drzwi. Przed wyjściem pożegnałem się jeszcze z jego rodzicami. Na dobranoc od swojego chłopaka dostałem długi, namiętny pocałunek. 
*
Spóźniłem się na ostatni autobus, który jechał w stronę mojego domu. Musiałem iść na pieszo, przez park. O tej godzinie nie było to bezpieczne. Dużo słyszało się o gwałtach i pobiciach w tym parku. Przez całą drogę miałem wrażenie, że ktoś za mną idzie. Jednak gdy się odwracałem nikogo tam nie było. To było dziwne uczucie. Z jednej z dróżek, którą minąłem wyszło kilku dresiarzy, którzy szli za mną. Po głosach słyszałem, że są bliżej mnie. Szli szybciej niż ja. Nie chciałem panikować, ale byłem trochę przerażony. Po chwili usłyszałem, że krzyczą do mnie "Stój!". Ja nic. Szedłem dalej. Wiedziałem, że nic przyjemnego się nie wydarzy. W parku byłem tylko ja i oni. Jeden z nich podbiegł do mnie i wykręcił ręce. Próbowałem się uwolnić, ale nie dałem rady. Był zbytnio przypakowany. Zaczął do mnie krzyczeć, że Polska jest nie dla pedałów, zaczął mnie wyzywać. Wyrywałem się, szarpałem, ale nic to nie dało. Gdy doszli jego koledzy było jeszcze gorzej. Napastnik przewrócił mnie na ziemię i zaczął kopać po całym ciele to samo robiła reszta dresiarzy. Kopali i bili gdzie popadnie. Po chwili straciłem przytomność...
Obudziłem się w szpitalu. Przy łóżku siedział zapłakany Louis. Miał podkrążone, sine od płaczu oczy. Wszystko mnie bolało. Lewą rękę miałem w gipsie. Na twarzy mnóstwo opatrunków. Musieli mnie nieźle pobić. Moja prawa dłoń była mokra od łez chłopaka....
- Louis... - z ledwością wypowiedziałem jego imię. 
- Zayn... - chłopak podniósł głowę do góry - W końcu się obudziłeś - po jego policzkach spływały łzy. Jego oczy były jeszcze bardziej niebieskie niż wcześniej. 
- Tak - z trudnością się uśmiechnąłem - Nie płacz już - otarłem ręką jego łzy. - Długo byłem nie przytomny?
- Dwa dni. Tak się o Ciebie martwiłem. Zayn - Louis nadal płakał, ale były to łzy szczęścia. Przytulił mocno moją dłoń. - Dlaczego się nie zawróciłeś skoro uciekł ci autobus. Przecież bym cię odprowadził, albo moi rodzice by cię odwieźli... Zayn...
- Kochanie.. Nie płacz już, proszę Cię. - uśmiechnąłem się.
- Wiesz jak się bałem, że Ciebie stracę? Siedzę już tutaj drugi dzień. Dobrze, że już się obudziłeś. Kocham Cię i to bardzo - delikatnie pocałował mnie w usta.
- Ja Ciebie też kocham. Była moja matka? 
- Tak, nie dawno poszła na jakieś spotkanie. Wieczorem ma przyjść. - uśmiechnął się - Policja mówiła, że napadło na Ciebie kilku dresiarzy...
- Tak. To cud, że mnie nie zabili - zrobiło mi się trochę smutno - Pamiętam tylko trochę z tego wypadku... - z moich oczu wypłynęła łza.
- Znalazł Cię jakiś chłopak gdy przechodził. Dresiarzy wtedy nie było. Lekarz mówił, że gdyby Cię znaleźli dopiero rano to byś już nie żył - Louis znów zaczął płakać, a ja w tym momencie razem z nim. - Dresiarzy policja zatrzymała na drugim końcu parku. Sami przyznali się, że na Ciebie napadli.
- Co to był za chłopak, który mnie znalazł? - spytałem zaciekawiony.
- Nie wiem. Wiem tylko tyle, że ma na imię Maciej. I jest jeszcze coś o czym powinieneś wiedzieć...
- Co takiego?
- Oni..
- Co oni? Co mi zrobili? - spytałem zdenerwowany.
- Nożem pocięli ci prawie całą klatkę piersiową - z twarzy Louisa nie przestały cieknąć łzy.
- Jak to? - zajrzałem pod kołdrę. Cały brzuch miałem po obklejany w plastrach. Rozpłakałem się. Przecież będę miał blizny na całe życie. To mnie załamało. W tamtej chwili życzyłem im śmierci....
- Nie przejmuj się. Moi rodzice i twoja mama zapłacą za korekcję blizn. Już o tym rozmawiali - Louis się uśmiechnął, trzymając mnie mocno za rękę - Będzie dobrze, za parę miesięcy nie będzie śladu...
- Jak to twoi rodzice i moja mama? To oni też tutaj byli? - spytałem zdziwiony.
- Tak - uśmiechnął się promiennie. - Byliśmy tutaj wszyscy.
Wtedy rozpłakałem się jak dziecko. To było miłe uczucie, gdy dowiedziałem się, że nawet rodzice Louisa byli u mnie.
- Dzień Dobry - w drzwiach pokoju szpitalnego stanęło dwóch policjantów - Chcieliśmy spisać zeznania.
- Dzień Dobry - odpowiedziałem.
Policjanci weszli do środka i zaczęli zadawać mi pytania dotyczące wydarzenia z piątku. Zadawali mi pytanie, na których większość nie znałem odpowiedzi. To było okropne. Musiałem im ze szczegółami opowiadać wszystko co się zdarzyło. Louis siedział obok i słuchał. W jego wzroku jakim na mnie patrzył wyczuwałem współczucie. Po pół godzinnym przesłuchaniu policjanci wyszli z sali. Uspokoili mnie mówiąc, że mężczyźni, którzy na mnie napadali szybko z więzienia nie wyjdą. Byli też sprawcami innych napadów.
Do pokoju wszedł lekarz.
- Jak się czujemy? - spojrzał na mnie.
- Dobrze. Wszystko mnie boli. Długo będę musiał tutaj leżeć? Kiedy mnie wypuścicie?
- Jeżeli wszystko będzie dobrze to za kilka dni będziesz już mógł wrócić do domu. Nie masz co się denerwować. Widzę, że sam tutaj nie jest. Zawsze ktoś przy Tobie był - uśmiechnął się.
- Tak, ja to mam szczęście - złapałem Louisa za rękę.
- Tak, szczęście masz. Ja już Wam nie przeszkadzam. Jak by się coś działo to wołaj siostrę - zapisał coś na kartce i wyszedł z sali.

- Louis, jesteś śpiący. Idź do domu. Jutro idziesz do szkoły - spojrzałem na chłopaka, który ziewał.
- Jesteś pewien, że mam pójść?
- Tak. Ja też zaraz zasnę. Idź i tak już tyle tutaj siedziałeś.
- No dobrze - chłopak wstał i dał mi buziaka - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też - odpowiedziałem - Jutro do mnie wpadnij - uśmiechnąłem się.
- Dobrze. Trzymaj się. - wyszedł.
*
Następnego dnia rano obudziło mnie wiosenne słońce, które wpadło do mojej sali przez okno. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę ósmą. Na moim telefonie była wiadomość od Louisa "Dzień dobry. Jak się spało? Będę o piętnastej. Kocham Cię". Czyż to nie jest kochany chłopak? Takiego drugiego to musiałbym ze świecą szukać. Gdy tylko pielęgniarki usłyszały, że się obudziłem przyszły do mnie z lekami. Była ich chyba garść i musiałem je łykać, rano, w południe i wieczorem. Jak całe życie nie brałem tabletek, tak, teraz chyba nabiorę się za wszystkie czasy. W lusterku zobaczyłem, że opuchlizna już powoli znika z mojej twarzy. W końcu odetchnąłem z ulgą. Po drugiej stronie lustra w końcu zobaczyłem przystojniaka, takiego jakiego widziałem co dziennie rano. Stopniowo wszystko przestawało mnie boleć. Już nie czułem takiego bólu jak wczoraj. Miałem nadzieję, że już za parę dni wyjdę ze szpitala. Dobijał mnie ten zapach. W ogóle nie lubię szpitali. Dla mnie szpital kojarzył się tylko z jednym - ze śmiercią. A to wszystko przez te informacje w wiadomościach o naszej służbie zdrowia. Przez to wszystko aż żyć się chce, aby tylko nie trafić do jednego z Polskich szpitali.
Usłyszałem pukanie do drzwi.
- Proszę - krzyknąłem. W drzwiach ujrzałem blondyna z dłuższymi włosami. Już wcześniej gdzieś go widziałem, ale nie mogłem sobie przypomnieć gdzie.
- Cześć Zayn - blondyn podszedł do mojego łóżka i usiadł na krześle. W tym momencie zajarzyłem, że był to chłopak z równoległej klasy. Na przerwach nigdy go nie widziałem. W ogóle był taki cichy...
- Cześć. A co ty tutaj robisz? - spytałem zdziwiony.
- To ja Ciebie znalazłem...
- Ty? - byłem zdziwiony. Nie przypuszczałbym, że to on. W szkole cichy, nigdy z nim nie rozmawiałem. Po szkole od razu z matką jechał do domu. Nigdy nie chodził na imprezy.
- Tak, ja. Chciałem zobaczyć jak się czujesz.
- Dzięki, jakoś się trzymam - odpowiedziałem - W ogóle to dziękuje za pomoc. Gdyby nie ty to pewnie bym się tam wykrwawił albo coś. Dziękuje. - uśmiechnąłem się.
- Nie masz za co dziękować. - blondyn się uśmiechnął.
- A co ty robiłeś o tej porze w parku? - zapytałem zaciekawiony.
- Wracałem od kolegi - odpowiedział bez wahania.
- No to dobrze, że u niego byłeś - zaśmiałem się - Nie w szkole?
- Na razie nie - zaśmiał się - Trochę się spóźnię. Mogę Cię o coś zapytać?
- Jasne, pytaj.
- Ty z Louisem jesteście razem? Przepraszam, że pytam, ale jestem ciekaw...
- Nie no okej, nie przepraszaj - uśmiechnąłem się - Tak. Jesteśmy razem.
- Bo wiesz... Już wszyscy o tym huczeli... I wypisywali głupoty na fejsie...
- Serio? - zaśmiałem się - Szybko się to rozniosło.
- Tak, a wiesz jaka jest nasza buda. Zero tolerancji... Louis nie będzie miał teraz łatwo..
Cały wypełniony szczęściem naszą miłością zapomniałem o tym co będzie w szkole. Przecież oni wyzywali dziewczynę, która była ateistką. To co musiało się teraz dziać z Louisem? Zupełnie o tym nie pomyślałem. Teraz pewnie chłopak siedzi sam na przerwie i wszyscy się z niego śmieją, albo jeszcze gorzej - poniżają go.
- Maciek, mogę mieć do Ciebie jeszcze jedną prośbę? - spojrzałem na niego.
- Pewnie - odpowiedział zdecydowanie
- Pójdź do szkoły i dowiedz się co się w niej dzieje. Okej? Czy Louis jest w szkole i czy się z niego śmiali albo coś. A jeżeli by tak było, to proszę chociaż ty stań po jego stronie. Mogę na Ciebie liczyć?
- No pewnie. Podaj twój numer to ci wyślę esa co i jak.
Podałem Maćkowi mój numer,a ten od razu poszedł do szkoły. W tej cholernej budzie nie ma nikogo, kto by stanął po jego stronie. Każdy patrzy tylko na siebie, liczy się tylko on sam czy ona sama. Czasami czuję się w tej szkole jak w dżungli. Tylko ja człowiek, a reszta to dzikie małpy... Po dwóch godzinach dostałem od Maćka smsa "Cześć. Nie jest tragicznie. Louis powiedział, że tylko parę osób go wyzywało.* Po tym esie odetchnąłem z ulgą, ale i tak miałem wyrzuty sumienia, że Louis został sam z tym wszystkim. Chciałem jak najszybciej wyjść z tego szpitala...





Z góry przepraszam za błędy. Jeżeli chcesz być na bieżąco z dodawanymi rozdziałami zajrzyj do podstrony INFORM. Proszę o skomentowanie rozdziału. Dla Was to chwila, a dla mnie to bardzo ważne.
Dziękuje!


27 komentarzy:

  1. Siema, fajny blog. :D Żadnych błędów nie było. :) A tak ten blog jest zajebisty. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Inne,fajne i troche smutne...

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tego bloga! (:

    OdpowiedzUsuń
  4. przeczytałam właśnie wszystko, fajny blog, ale dużo się dzieje :C XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze super Elena :)

    OdpowiedzUsuń
  6. to jest naprawdę dobre :) racja, według mnie w Polsce nie ma za dużo tolerancji, no ale okej nie o tym teraz mowa. czekam na następny rozdział ! x

    OdpowiedzUsuń
  7. Uff... myślałam, że bd gorzej z mamą Zayna ;) Biedny chłopak, dobrze, że nic poważnego mu się nie stało + już lubię tego Maćka c; "Po drugiej stronie lustra w końcu zobaczyłem przystojniaka, takiego jakiego widziałem co dziennie rano." Jak zwykle skromny XD Czekam na kolejny x.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetnie :)
    Fajna fabuła i sposób pisania :)
    No i nie ma błędów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadxam sie. W Polsce panuje choroba pt:"brak tolerancji"
    Rozdzial swietny !
    Czekam na nexta !
    P.S sory, ze nie skomentowalam ostatniego rozdzialu, ale.bylan zajeta :)
    Caluje :*
    @jedzenie_juzide xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałem właśnie wszystko, świetny blog :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super rozdział:) Tak, ten nasz kraj jest bardzo zacofany, mam nadzieję, że się to wkrótce zmieni. Dobrze, że nie jest mu nic poważnego. Mama Zayn'a ich zaakceptowała, teraz musi im się udać. Czekam na nexta:) Weny!!!<3

    OdpowiedzUsuń
  12. Zajebisty rozdział :) @Karola_Horan69

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetne ! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Super piszesz i jestem wniebowzięty. I chciałbym żeby moi rodzice byli tak tolerancyjni, gdy mojego chłopaka przyprowadzę. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. No super. Zajebisty blog i serio bardzo sie wczulam w ta historie <3 juz nie moge sie doczekac nastepnego :)

    OdpowiedzUsuń
  15. niezły! super blog i te historie <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak zwykle świetny rozdział! Niestety, w Polsce brak tolerancji, ale przynajmniej niektórzy ją mają. Myślałam, że reakcja mamy Zayn'a będzie inna, ale właśnie takiej oczekiwałam. :) Czekam na następny! :3

    OdpowiedzUsuń

  17. No nawet fajna historyjka )

    OdpowiedzUsuń
  18. Czemu tu tyle anonimów? Aż się głupio czuję.
    Nie liczę znaków - za dużo roboty - wierz na słowo, że mieszczę się w 250. :)
    Fajny ten rozdział, ale ta sytuacja ze szpitalem - nie zaciekawa. Wiadomo brak tolerancji i tak dalej.. No, ale ludzie człowiek zawsze człowiek! Po co go poniżać? A już okaleczyć to naprawdę. Ciekawe jakby nie mieli pieniędzy to z tymi szramami zostałby do końca życia tak? Ludzie nie myślą. Cóż co prawda tydzień było trzeba czekać, ale rozdział jest dłuuugi i dobry - to się opłaca.
    Anonim z podpisu
    Lose my mind

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetne :) Wczułam się w tą historię :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Tak, wie, to już mój drugi komentarz pod tym rozdziałem, ale nie mogłam się powstrzymać. Zajebisty wygląd bloga *______*. Sam robiłeś/wybrałeś??? ;D @Karola_Horan69

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetne opowiadanie! Bardzo mi się podoba i niecierpliwie czekam na następne rozdziały. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Dodawaj 2 razy w tygodniu ale krótsze ;d Bo już się doczekać nie mogę !!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  23. Kiedy będzie kolejny rozdział? :D

    OdpowiedzUsuń